10 kwietnia
Sobotni poranek, 10 kwietnia, był dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Nie tylko dla Polaków, harcerzy, czy Europejczyków. Był to szok dla całego świata. Ale nie takie niespodzianki są przez ludzi lubiane.
Już o 9.30 większość z nas wiedziała o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku. Katastrofa Prezydenckiego samolotu wstrząsnęła wszystkimi. Gdy tylko nam udało się z tego szoku wybudzić, padło pytanie: co teraz?
Walcząc z ciągle zajętymi liniami telefonicznymi, własnym przerażeniem i szokiem, zaczęliśmy zwoływać wszystkich wrzosowych harcerzy na wieczorną mszę świętą do kościoła farnego we Wrześni. Nerwowo czekając na rozkaz druhny naczelnik, który długo nie pokazywał się na żadnym portalu harcerskim, postanowiłam wydać specjalny rozkaz Komendanta Wrzosu, który został odczytany przed mszą. Zakładając na krzyże czarne przepaski, a na proporce i sztandar żałobny kir, udaliśmy się w stronę kościoła.
Mimo to, że każdy miał swoje plany, nagła inicjatywa spowodowana wielką tragedią, spowodowała, że na mszy pojawiliśmy się licznie. Każdy z nas w końcu przyszedł tam z potrzeby serca. Nie na rozkaz.

